blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2017-11-21

pokaz herbaciany z wykładem

Na początku była herbata. Kurs tradycyjnego parzenia herbaty połączony z mozolnym zdobywaniem herbacianej wiedzy. Potem - praca w herbaciarni. Takiej prawdziwej, chińskiej. Później - wykłady i pokazy herbaciane dla Instytutów Konfucjusza, dla prywatnych ludzi, dla przyjaciół. A jeszcze później przyszły zaproszenia z kunmińskich uniwersytetów, bym wprowadzała w herbaciane meandry innych Obcych.
Każde takie zaproszenie to wielki stres. Przypominanie sobie specjalistycznych słówek po angielsku, ćwiczenie, by się zmieścić w wyznaczonym czasie. Ach, tak mi zimno, ale jednocześnie mam spocone dłonie, dlaczego?
Każde takie zaproszenie to również ogromna satysfakcja. Uśmiechy na twarzach uczniów, pełne podziwu spojrzenia obserwujących Chińczyków, zawsze niepowtarzalny aromat i smak herbat, które dla nich przyrządzę.
Jeśli kiedyś będę bogata, otworzę maleńką herbaciarnię, w której będę sprzedawać tylko te herbaty, które lubię. I w której będzie można ze mną usiąść, zaparzać kolejne czajniczki herbat i prowadzić niekończące się dyskusje na temat wyższości świeżych wulongów nad pięcioletnimi herbatami białymi. Och, jaka będę szczęśliwa!

2017-11-18

smażony zielony patison

Uwielbiam patisony. Jednak nie te polskie, z bardzo twardą i niejadalną skórą, tylko nasze, yunnańskie, soczyście zielone z pyszną i niezbyt grubą skórą. Od polskich patisonów różnią się tak bardzo, że długo nie mogłam uwierzyć, że to nasze to też patison... Najczęściej po prostu gotuję na nich zupę z dodatkiem paru plasterków szynki yunnańskiej albo duszę z ziemniakami, ale ostatnio trafiłam na inną wersję, która z miejsca podbiła mój żołądek.

Składniki:
  • zielony patison, niedbale posiekany
  • garsteczka suszonej papryki (byle nie chilli!)
  • łyżka pieprzu syczuańskiego
  • niedbale pokrojony w plasterki czosnek
  • pół litra czystego rosołu
Wykonanie:
  1. Na gorący olej wrzucamy rozdrobnioną paprykę, czosnek i pieprz syczuański. Gdy zapachną, dorzucamy dynię i obsmażamy intensywnie mieszając.
  2. Dodajemy rosół i dusimy do miękkości - w zależności od wielkości kawałków dyni i stopnia jej dojrzałości będzie to trwało od 5 do 15 minut.

2017-11-16

persymony 柿子

Klęska urodzaju na kampusie Uniwersytetu Yunnańskiego :)

  • Persymona [...] oznacza właściwie tylko "sprawy" (shi).
  • Persymona wraz z mandarynką [...] znaczy "wielkie szczęście we wszystkich sprawach".
  • Ciasto z owoców persymony, wraz z gałęzią sosny (bo) i pomarańczą (ju) symbolizuje "wielkie szczęście w stu sprawach".
  • Persymona z owocem lizhi oznacza "zysk (li) na rynku (shi)" a więc dobry interes.
  • Jako drzewo persymona ma cztery zalety: żyje długo, daje cień, ptaki wiją sobie na niej gniazda, ale nie jest schronieniem dla robactwa. Być może dlatego persymony sadzono dawniej często na dziedzińcach świątynnych.
/Wolfram Eberhard - Symbole chińskie. Słownik/
Ten oparty na homofonach lub brzmieniowych skojarzeniach symbolizm zawsze tak samo mnie bawi i ciekawi. Na początku sinologicznej drogi chętnie wyszukiwałam te gierki słowne... i tak mi już zostało. Więc:
persymona 柿 shì - sprawa 事 shì.
mandarynka 桔 jú - pomyślność, szczęście 吉 jí - zwróćcie uwagę, że mandarynka to tak naprawdę szczęście obok drzewa 木吉. Oczywiście, jest to tylko jeden ze znaków na mandarynkę. Ten bardziej tradycyjny to oczywiście 橘, który wszakże nie jest podobny do szczęścia, więc nam nie pasuje do teorii ;)
liczi 荔枝 lì​zhī - profit 利 lì
I tu docieramy do momentu, który pali me policzki rumieńcem. Eberhard to przecież niekwestionowany autorytet, jeśli chodzi o szeroko pojętą chińszczyznę. A tu zdarzył się lapsus.
Z pomarańczą Eberhardowi nie wyszło. Owszem, chętnie się wykorzystuje w zabawach słownych, ale pomarańcza to jednak 橙 chéng a nie 桔 jú. Za to sosna to zdecydowanie 松 sōng, a 柏 bó (czytane również bǎi) to cyprys - to iglak i to iglak, ale jednak trochę się różnią. Więc żeby sto (百 bǎi) spraw było pomyślnych, to raczej persymona z mandarynką i cyprysem...
To jest jeden z TYCH MOMENTÓW językowych - gdy kwestionujemy niekwestionowany autorytet i w dodatku mamy rację.

PS. Za inspirację dziękuję Szwecjoblogowi i Powiedz mnie!, dzięki którym zaczęłam się zastanawiać nad TYMI MOMENTAMI w trakcie nauki języka.